Na Początek
Na Studiach
Na Luzie
Na Serio
Na Fali
Do Pracy!
Wywiad
Wydarzenia

KARIERA

Warszawa
Wrocław
Kraków
Śląsk
Poznań
Łódź
Szczecin
Gdańsk
Białystok
Kielce
Gliwice
Częstochowa
Toruń
Olsztyn
Opole
Lublin
Bydgoszcz
Rzeszów


ZNAJDŹ
WOLONTARIAT
Szukaj lokum z:
Mieszkania i pokoje do wynajęcia


 Znajdź pracę:

 pracuj.pl - pracujesz jak chcesz!

     Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt
  szukaj




Nic mi nie przeszkodzi

Każdy z nich wie, na ile go stać. Każdy jest zawodowym sportowcem. Każdy jest niepełnosprawny. I każdy osiągnął więcej, niż niejeden sprawny maruda. Zwycięzcy w sporcie i życiu.

Jolanta Szulc, Renata Chilewska i Tadeusz Sondej trenują w szczecińskim Klubie Sportowym Inwalidów START. Działa tam 13 sekcji sportowych – każdy znajdzie coś dla siebie. Piotr Kacalski to członek założonej w 1988 r. Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, która pomaga ludziom z trwałym uszkodzeniem kręgosłupa. Wszyscy, przy pomocy trenerów i bliskich, wylewają z siebie siódme poty. Odnaleźli sposób na męczącą, lecz satysfakcjonującą rehabilitację i na życie.

Łatwo nie było

– Pamiętam moment przebudzenia, zaraz po wypadku. Chciałem podrapać się po kostce. Młoda, nieprzygotowana na takie sytuacje pielęgniarka, powiedziała mi, że jej nie mam. Brak opieki psychologicznej i pozostawienie człowieka samemu sobie to na początku najtrudniejsza bariera w niepełnosprawności – tłumaczy Tadeusz Sondej, dwukrotny drużynowy wicemistrz Europy w strzelaniu z karabinu dowolnego i pneumatycznego. – Nowa sytuacja była nie do zniesienia. Nie mogłem uwierzyć w to, że już nie podbiegnę do tramwaju, że nigdy nie podskoczę. – dodaje. – Na pierwszych treningach ciężko było o dyscyplinę.– Dzięki pomocy trenera uparcie walczyłam. Nie poddawałam się. Pomogła mi jego wiara we mnie i mój talent – mówi Renata Chilewska, wielokrotna medalistka na trzech paraolimpiadach. – Kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałam ćwiczyć, nie było żadnych stypendiów, nagród i motywacji finansowych – wspomina sportsmenka – wtedy człowiek musiał pracować, żeby żyć. Dzisiaj sport jest już nie tylko pasją, ale i sposobem na zapewnienie sobie i rodzinie godnego życia. Trzeba tak ćwiczyć, żeby zdobywać medale. Wtedy trud się opłaca – dodaje.Zawody organizowane są na tych samych obiektach dla zdrowych i niepełnosprawnych. Gorzej, gdy chodzi o opiekę. – Nie mamy masażystów czy rehabilitantów, bo nie ma na nich pieniędzy – wyjaśnia Jolanta Szulc. – Największe problemy bywają przy transporcie sprzętu. Pomoc jednego trenera jest niewystarczająca. Często „cały złom” ciągamy sami – opowiada wielokrotna mistrzyni w strzelaniu z karabinu dowolnego.

Koleżeńska pomoc

Choć kondycji, siły i determinacji mógłby im niejeden pozazdrościć, często pomoc innych osób jest niezbędna. Renacie pomagają chłopcy, z którymi ćwiczy. – Wspierają mnie też psychicznie, dopingują na zawodach. Mimo dużej różnicy wieku świetnie się dogadujemy. Pasja zaciera wszelkie podziały – tłumaczy. Tadeusz wyznaje: – Ja nie wymagam, nie wymuszam. W komunikacji miejskiej nie proszę o miejsce siedzące. Mojej niepełnosprawności nie widać. Jedno, z czego musiałem zrezygnować, to letnie wyjazdy nad morze. Nie jest fajnie, gdy człowiek leży na plaży bez nogi, a obok niego proteza. Albo jak na czworaka człapie do wody. Wtedy wszyscy się gapią – irytuje się.Dzięki dofinansowaniu Jola i Tadeusz mogli pozwolić sobie na zakup samochodu. To im daje komfort i samodzielność. Dojazd na trening czy zawody nie jest już problemem. Z Piotrem Kacalskim, pasjonatem rugby, jest inaczej: – Potrzebuję pomocy innych. Poruszam się na wózku, ręce mam również nie w pełni sprawne. Bez pomocy nie mógłbym sobie poradzić – twierdzi. Każdy z nich chce być samodzielny. Jednak to poziom dysfunkcji decyduje o potrzebie wsparcia.

Sport a jakość życia

Renata nie ukrywa, że realizuje się w sporcie. – To, co robię, przekłada się również na to, jaką jestem matką i żoną – mówi. Strzelectwo poprawiło sprawność fizyczną Jolanty, pomogło także w budowie ogromnej wytrwałości psychicznej. W dyscyplinie, którą uprawia, nie ma podziału na płeć i wiek. Mimo dużej konkurencji, determinacją zwycięża silnych rywali. Mówi, że nie stawia sobie wielkich wyzwań. Treningi to podstawa, później wszystko jakoś idzie. Tadeusz się śmieje: – Zawsze lubiłem balansować na granicy legalności, a strzelectwo mi to zapewnia. W tym sporcie ważna jest koncentracja i wyciszenie, dzięki temu można czasem zapomnieć o niepełnosprawności. On ustabilizował również moje życie i pozwolił zobaczyć je z innej perspektywy. Kiedy zdobędę jakieś wyróżnienie, wierzę, że wszystko jest możliwe – dodaje. Renata Chilewska mówi: – Dzięki uprawianiu sportu mój stan się nie pogarsza. Jedynie czasem kontuzje dają o sobie znać, ale ich się nie uniknie. – To lekkoatletyka sprawiła, że nabrałem sprawności fizycznej i życiowej. Ze wszystkim łatwej sobie radzę – stwierdza Piotr Kacalski, kilkukrotny mistrz Polski.Siła charakteru, wsparcie bliskich i regularne treningi pomogły im w akceptacji niepełnosprawności. Dowiedli, że dzięki ciężkiej pracy można zdobywać największe sportowe tytuły i stawać na życiowym podium.

Im bariery niestraszne

Jednym z najmłodszych niepełnosprawnych podróżników jest 21-letni Janek Mela. Jako nastolatek został porażony prądem. Stracił rękę i nogę, porusza się dzięki protezom. Pod koniec ciężkiej rehabilitacji pojawiła się szansa, aby wspólnie z polarnikiem Markiem Kamińskim w jednym roku zdobył oba bieguny. Jest pierwszym na świecie niepełnosprawnym, któremu się to udało. – Przygotowania trwały półtora roku. Był to czas codziennych treningów. Brałem plecak i chodziłem na kilkunastokilometrowe spacery po górach. Jeździłem dużo na rowerze i na nartach, codziennie pływałem. Opiekował się mną trener polskiej kadry paraolimpijczyków. To on rozpisał mi ćwiczenia. Najważniejsze przy takim projektach to pracowitość, upór i założenie, że musi się udać – opowiada Janek.

Najbardziej znany niepełnosprawny alpinista to Krzysztof Gardaś. Mężczyzna porusza się o kulach, ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu: Mont Blanc, Elbrusa i Aconcagua w Andach. Wspólnie z Jaśkiem i paraolimpijczykami zrealizowali projekt "Kilimandżaro 2008 – Mimo Wszystko". W wyprawie brało udział dziewięć osób, w tym trzy na wózkach inwalidzkich i jeden niewidomy. Wyjazd zakończył się sukcesem. Dzięki akcji uczestnicy pokazali innym, że niepełnosprawność nie musi być przeszkodą w realizacji marzeń.

Joanna Radlica

Realizacja zadania dofinansowana przez Województwo Zachodniopomorskie ze środków PFRON




  SEMESTR patronuje:








 NEWS

   :: Lipiec
  Brak wydarzeń

 
   :: Sierpień
  Brak wydarzeń

 
   :: Wrzesień
  Brak wydarzeń

 
   :: Październik
  Brak wydarzeń


 DODAJ WYDARZENIE

Login:
Hasło:



Redakcja    |     O nas    |     Oferta    |     Kolportaż    |     Kontakt