Nic mi nie przeszkodzi
Każdy z nich wie, na ile go stać. Każdy jest zawodowym sportowcem. Każdy jest niepełnosprawny. I każdy osiągnął więcej, niż niejeden sprawny maruda. Zwycięzcy w sporcie i życiu.
Jolanta Szulc, Renata Chilewska i Tadeusz Sondej trenują w szczecińskim Klubie Sportowym Inwalidów START. Działa tam 13 sekcji sportowych – każdy znajdzie coś dla siebie. Piotr Kacalski to członek założonej w 1988 r. Fundacji Aktywnej Rehabilitacji, która pomaga ludziom z trwałym uszkodzeniem kręgosłupa. Wszyscy, przy pomocy trenerów i bliskich, wylewają z siebie siódme poty. Odnaleźli sposób na męczącą, lecz satysfakcjonującą rehabilitację i na życie.
Łatwo nie było
– Pamiętam moment przebudzenia, zaraz po wypadku. Chciałem podrapać się po kostce. Młoda, nieprzygotowana na takie sytuacje pielęgniarka, powiedziała mi, że jej nie mam. Brak opieki psychologicznej i pozostawienie człowieka samemu sobie to na początku najtrudniejsza bariera w niepełnosprawności – tłumaczy Tadeusz Sondej, dwukrotny drużynowy wicemistrz Europy w strzelaniu z karabinu dowolnego i pneumatycznego. – Nowa sytuacja była nie do zniesienia. Nie mogłem uwierzyć w to, że już nie podbiegnę do tramwaju, że nigdy nie podskoczę. – dodaje. – Na pierwszych treningach ciężko było o dyscyplinę.– Dzięki pomocy trenera uparcie walczyłam. Nie poddawałam się. Pomogła mi jego wiara we mnie i mój talent – mówi Renata Chilewska, wielokrotna medalistka na trzech paraolimpiadach. – Kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałam ćwiczyć, nie było żadnych stypendiów, nagród i motywacji finansowych – wspomina sportsmenka – wtedy człowiek musiał pracować, żeby żyć. Dzisiaj sport jest już nie tylko pasją, ale i sposobem na zapewnienie sobie i rodzinie godnego życia. Trzeba tak ćwiczyć, żeby zdobywać medale. Wtedy trud się opłaca – dodaje.Zawody organizowane są na tych samych obiektach dla zdrowych i niepełnosprawnych. Gorzej, gdy chodzi o opiekę. – Nie mamy masażystów czy rehabilitantów, bo nie ma na nich pieniędzy – wyjaśnia Jolanta Szulc. – Największe problemy bywają przy transporcie sprzętu. Pomoc jednego trenera jest niewystarczająca. Często „cały złom” ciągamy sami – opowiada wielokrotna mistrzyni w strzelaniu z karabinu dowolnego.
Koleżeńska pomoc
Choć kondycji, siły i determinacji mógłby im niejeden pozazdrościć, często pomoc innych osób jest niezbędna. Renacie pomagają chłopcy, z którymi ćwiczy. – Wspierają mnie też psychicznie, dopingują na zawodach. Mimo dużej różnicy wieku świetnie się dogadujemy. Pasja zaciera wszelkie podziały – tłumaczy. Tadeusz wyznaje: – Ja nie wymagam, nie wymuszam. W komunikacji miejskiej nie proszę o miejsce siedzące. Mojej niepełnosprawności nie widać. Jedno, z czego musiałem zrezygnować, to letnie wyjazdy nad morze. Nie jest fajnie, gdy człowiek leży na plaży bez nogi, a obok niego proteza. Albo jak na czworaka człapie do wody. Wtedy wszyscy się gapią – irytuje się.Dzięki dofinansowaniu Jola i Tadeusz mogli pozwolić sobie na zakup samochodu. To im daje komfort i samodzielność. Dojazd na trening czy zawody nie jest już problemem. Z Piotrem Kacalskim, pasjonatem rugby, jest inaczej: – Potrzebuję pomocy innych. Poruszam się na wózku, ręce mam również nie w pełni sprawne. Bez pomocy nie mógłbym sobie poradzić – twierdzi. Każdy z nich chce być samodzielny. Jednak to poziom dysfunkcji decyduje o potrzebie wsparcia.
Sport a jakość życia
Renata nie ukrywa, że realizuje się w sporcie. – To, co robię, przekłada się również na to, jaką jestem matką i żoną – mówi. Strzelectwo poprawiło sprawność fizyczną Jolanty, pomogło także w budowie ogromnej wytrwałości psychicznej. W dyscyplinie, którą uprawia, nie ma podziału na płeć i wiek. Mimo dużej konkurencji, determinacją zwycięża silnych rywali. Mówi, że nie stawia sobie wielkich wyzwań. Treningi to podstawa, później wszystko jakoś idzie. Tadeusz się śmieje: – Zawsze lubiłem balansować na granicy legalności, a strzelectwo mi to zapewnia. W tym sporcie ważna jest koncentracja i wyciszenie, dzięki temu można czasem zapomnieć o niepełnosprawności. On ustabilizował również moje życie i pozwolił zobaczyć je z innej perspektywy. Kiedy zdobędę jakieś wyróżnienie, wierzę, że wszystko jest możliwe – dodaje. Renata Chilewska mówi: – Dzięki uprawianiu sportu mój stan się nie pogarsza. Jedynie czasem kontuzje dają o sobie znać, ale ich się nie uniknie. – To lekkoatletyka sprawiła, że nabrałem sprawności fizycznej i życiowej. Ze wszystkim łatwej sobie radzę – stwierdza Piotr Kacalski, kilkukrotny mistrz Polski.Siła charakteru, wsparcie bliskich i regularne treningi pomogły im w akceptacji niepełnosprawności. Dowiedli, że dzięki ciężkiej pracy można zdobywać największe sportowe tytuły i stawać na życiowym podium.
Im bariery niestraszne
Jednym z najmłodszych niepełnosprawnych podróżników jest 21-letni Janek Mela. Jako nastolatek został porażony prądem. Stracił rękę i nogę, porusza się dzięki protezom. Pod koniec ciężkiej rehabilitacji pojawiła się szansa, aby wspólnie z polarnikiem Markiem Kamińskim w jednym roku zdobył oba bieguny. Jest pierwszym na świecie niepełnosprawnym, któremu się to udało. – Przygotowania trwały półtora roku. Był to czas codziennych treningów. Brałem plecak i chodziłem na kilkunastokilometrowe spacery po górach. Jeździłem dużo na rowerze i na nartach, codziennie pływałem. Opiekował się mną trener polskiej kadry paraolimpijczyków. To on rozpisał mi ćwiczenia. Najważniejsze przy takim projektach to pracowitość, upór i założenie, że musi się udać – opowiada Janek.
Najbardziej znany niepełnosprawny alpinista to Krzysztof Gardaś. Mężczyzna porusza się o kulach, ale nie przeszkodziło mu to w zdobyciu: Mont Blanc, Elbrusa i Aconcagua w Andach. Wspólnie z Jaśkiem i paraolimpijczykami zrealizowali projekt "Kilimandżaro 2008 – Mimo Wszystko". W wyprawie brało udział dziewięć osób, w tym trzy na wózkach inwalidzkich i jeden niewidomy. Wyjazd zakończył się sukcesem. Dzięki akcji uczestnicy pokazali innym, że niepełnosprawność nie musi być przeszkodą w realizacji marzeń.
Joanna Radlica
Realizacja zadania dofinansowana przez Województwo Zachodniopomorskie ze środków PFRON